wtorek, 18 października 2011

Rozdział trzeci

hej :D
przepraszam , że nie pisałam ale miałam tyle rzeczy na głowie...i do tego ta szkoła, że nie dałam rady. Więc jeśli ten blog ktoś w ogóle czyta to go przepraszam. Postaram się pisać częściej :)


Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę drzew. Jednak szybko mnie dogonił.
-no to oprowadzisz mnie po mieście czy jestem zdany na siebie ?- powiedział i popatrzył na mnie.
- wybrałabym tą drugą opcję. Poza tym, tu nie ma nic ciekawego. Kino, centrum handlowe, kościół kilka sklepów i kawiarnia.- odpowiedziałam. Czułam że długo nie wytrzymam. Musiałam się zmienić, za dużo tak różnych emocji w ciągu tak krótkiego czasu.- po za tym większą część miasta tak jak wcześniej powiedziałam zajmuje las.
- no to oprowadź mnie po lesie .- powiedział z uśmiechem
- a ty w ogóle czemuś się tak do mnie przyczepił ?-spytałam i stanęłam na krańcu lini drzew.
- chciałem być miły , poza tym jesteś tu jedyną osobą jaką znam.- odpowiedział stając na przeciwko mnie.
- pożyjesz tutaj i za 5 dni o mnie zapomnisz- odparłam zjadliwie
-to dlatego taka jesteś ? po ktoś o tobie zapomniał?- sptytał patrząc mi głęboko w oczy.
- może tak może nie. nnie powinno to cię obchodzić.- powiedziałam i odwróciłąm twarz na bok.- po za tym byłam sam , nie licząc oczywiście taty, jestem sama i pewnie będe sama.
- nie możesz tak myśleć! to niedopuszczalne. Powinnaś żyć w stadzie. ze swoimi!- powiedział i chwycił lekko moją ręke , próbujać patrzeć mi prosto w oczy. - a  jak nie z nimi to zawsze możesz przyjaźnić się z człowiekiem.-powiedział uchwycając mój wzrok
- ty nic nie rozumiesz - odparłam  urywając wzrokowy kontakt i próbując się nie rozpłakać.
- to mi wytłuamcz- poprosił lekko.
- ja... nie......... nie mogę. Przepraszam - powiedziałam i zaczęłam biec między drzewami.
-zaczekaj !- usłyszałam jak mnie wołał i prawdopodobnie gonił.
- ja nie mogę - odpowiedziałam , wiedząc że mnie usłyszy .
I zaczęłam ściągać z siebie bluzę , bluzkę, buty i spodnie, wiedząc że mam jeszcze tylko kilka sekund aż do mnie dobiegnie.... więc zaczęłam się zmieniać.

Najpierw zmieniły mi się ręce i nogi . potem plecy i brzuch ,a na końcu głowa i ogon. byłam teraz cała w centkach i niewiarygodnie szczęśliwa. lecz to trwało tylko moment. Nie bolało jeśli ktoś się spyta. raczej to była radosna chwila gdzie owiała mnie magia . usłyszałam jak ktoś wciągnął powietrze. dopiero wtedy uświadomiłam sobie że podczas przemiany się zatrzymałam i już nie biegłam- co musiał zobaczyć Feliks.
Zobaczyłam zdumienie na jego twarzy i zachwyt. Spodobał mi się ten widok, lecz nie chciałam się tym sama przed sobą przyznać. Nagle zobaczyłam iż on zruca z siebie spodnie i koszulke.nieee.....-zdążyłam pomyśleć gdy zaczęła się jego ...........przemiana. trwało to inaczej niż u niej. Było bardziej realne lecz dało się wyczuć magie. Zaczął on porastać białawą sierścią, patrząc mi prosto w oczy. wiedziałam że moje się zmieniły i widziałam jak jego się zmieniają. stają się dziksze bar, bardziej błekitne, lecz teraz nic nie wyrażały, lecz czyułam iż coraz bardziej się w nich zagłębiam ...
szybko jednak się otrząsłam i wysłałam do niego myśl , siadając na przeciwko niego. gdyż jak wiecie, wilki słyszą swoje myśli natoralnie lecz tylko w swoich stadach zresztą tak jak zresztą zmiennokształtni. lecz żeby komunikacja tutaj zadziałała musiałam popchnąć myśl moją do niego .
- i co ? zadowlony ?- spytałam zgryźliwie  z jakiegoś powodu rozdrażniona. I mój powód właśnie przechylił lekko głowę w bok i wystawił język.
- bardzo. a teraz odpowiesz cz y mam błagać ?- a na dowód prawdziwości słów położył swoją bielutką głowkę na przednich łapach ze swoimi błyszczącymi oczyma.....ach te oczy..gdybym mogła..nie niemogłabyś i odpowiadaj- zganiłam sama siebie
-skoro chcesz- zaczęłam niechętnie.
-chce- odpowiedział wpatrując się uważnie w moją twarz.- a tak nawiasem to twoja przemiana była zachwycająca , nigdy nie widziałem przemiany zmiennokształtnych, ale to naprawde było coś pięknego- powiedział uśmiechając się.
- dziękuje- odparłam dziękując bogu że lamparty się nie rumienią. chociasz zauważyłam z nie pokojem iż coraz bardziej liczy się dla mnie jego opinia....choć znam go tylko około godzinę ? może półtorej.
- tylko to nie będzie krótka opowieść- ostrzegłam i zzmieniłam pozycję na leżącą - wygodniejszą :D
- nic nie szkodzi.  mam czas- odpowiedział nadal się uśmiechając
-taaaaak? - odparłam - a podobno się gdzieś śpieszyłeś?- przypomniałam mu i się uśmiechnęłam
- niby tak ale to może poczekać :)
-tak? to co to takiego było ? - spytałam
-jutro zobaczysz- odpowiedział- a na razie to nie zmieniaj tematu bo czekam ....
-to sobie poczekasz - odpowiedziałam z uśmiechem. zauważając że w tej formie o wiele łatwiej mi się nim rozmawia. a był w niej taki piękny...Biała sierść, niebieskie oczy , figlarny uśmiech....ah...no dobra , weż się wgarść- powiedziałam sobie. nie czas na jakieś tam marzenia. masz  tu coś to wyjawienia .
-no prosze- zrobił znów błagalną minę. i jak ona mogła się temu oprzeć . miał takiewielkie, lśniące oczka ....ahhhh.
-no dobrze , opowiadam....-odpowiedziałam z uśmiechem choć ta opowieść nigdy taka nie była i nie będzie
- no wreszcie- odparł i odwzajemnił uśmiech, lecz odpowiednio lekki i zachęcający.westchnęłam.
-zaczęło się od pewnego słonecznego dnia..........


ciąg dalszy nastąpi :D

6 komentarzy:

  1. Fajny rozdział. :)

    Zapraszam na mój blog: http://avki-by-reblfleur.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej dopiero zaczynam czytać Twój blog więc powstrzymam się od komentowania, ale masz ciekawy pomysł dlatego zobaczymy:). Zapraszam na www.alice-jasper-promyk-slonca.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego przestałaś pisać ? : ((((

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielokropek składa się z trzech kropek. Te co ty piszesz to jest błąd. Ale pomysł całkiem niezły. Zapraszam też na mojego bloga:
    fantasty-bloog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń