hej :D
przepraszam , że nie pisałam ale miałam tyle rzeczy na głowie...i do tego ta szkoła, że nie dałam rady. Więc jeśli ten blog ktoś w ogóle czyta to go przepraszam. Postaram się pisać częściej :)
Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę drzew. Jednak szybko mnie dogonił.
-no to oprowadzisz mnie po mieście czy jestem zdany na siebie ?- powiedział i popatrzył na mnie.
- wybrałabym tą drugą opcję. Poza tym, tu nie ma nic ciekawego. Kino, centrum handlowe, kościół kilka sklepów i kawiarnia.- odpowiedziałam. Czułam że długo nie wytrzymam. Musiałam się zmienić, za dużo tak różnych emocji w ciągu tak krótkiego czasu.- po za tym większą część miasta tak jak wcześniej powiedziałam zajmuje las.
- no to oprowadź mnie po lesie .- powiedział z uśmiechem
- a ty w ogóle czemuś się tak do mnie przyczepił ?-spytałam i stanęłam na krańcu lini drzew.
- chciałem być miły , poza tym jesteś tu jedyną osobą jaką znam.- odpowiedział stając na przeciwko mnie.
- pożyjesz tutaj i za 5 dni o mnie zapomnisz- odparłam zjadliwie
-to dlatego taka jesteś ? po ktoś o tobie zapomniał?- sptytał patrząc mi głęboko w oczy.
- może tak może nie. nnie powinno to cię obchodzić.- powiedziałam i odwróciłąm twarz na bok.- po za tym byłam sam , nie licząc oczywiście taty, jestem sama i pewnie będe sama.
- nie możesz tak myśleć! to niedopuszczalne. Powinnaś żyć w stadzie. ze swoimi!- powiedział i chwycił lekko moją ręke , próbujać patrzeć mi prosto w oczy. - a jak nie z nimi to zawsze możesz przyjaźnić się z człowiekiem.-powiedział uchwycając mój wzrok
- ty nic nie rozumiesz - odparłam urywając wzrokowy kontakt i próbując się nie rozpłakać.
- to mi wytłuamcz- poprosił lekko.
- ja... nie......... nie mogę. Przepraszam - powiedziałam i zaczęłam biec między drzewami.
-zaczekaj !- usłyszałam jak mnie wołał i prawdopodobnie gonił.
- ja nie mogę - odpowiedziałam , wiedząc że mnie usłyszy .
I zaczęłam ściągać z siebie bluzę , bluzkę, buty i spodnie, wiedząc że mam jeszcze tylko kilka sekund aż do mnie dobiegnie.... więc zaczęłam się zmieniać.
Najpierw zmieniły mi się ręce i nogi . potem plecy i brzuch ,a na końcu głowa i ogon. byłam teraz cała w centkach i niewiarygodnie szczęśliwa. lecz to trwało tylko moment. Nie bolało jeśli ktoś się spyta. raczej to była radosna chwila gdzie owiała mnie magia . usłyszałam jak ktoś wciągnął powietrze. dopiero wtedy uświadomiłam sobie że podczas przemiany się zatrzymałam i już nie biegłam- co musiał zobaczyć Feliks.
Zobaczyłam zdumienie na jego twarzy i zachwyt. Spodobał mi się ten widok, lecz nie chciałam się tym sama przed sobą przyznać. Nagle zobaczyłam iż on zruca z siebie spodnie i koszulke.nieee.....-zdążyłam pomyśleć gdy zaczęła się jego ...........przemiana. trwało to inaczej niż u niej. Było bardziej realne lecz dało się wyczuć magie. Zaczął on porastać białawą sierścią, patrząc mi prosto w oczy. wiedziałam że moje się zmieniły i widziałam jak jego się zmieniają. stają się dziksze bar, bardziej błekitne, lecz teraz nic nie wyrażały, lecz czyułam iż coraz bardziej się w nich zagłębiam ...
szybko jednak się otrząsłam i wysłałam do niego myśl , siadając na przeciwko niego. gdyż jak wiecie, wilki słyszą swoje myśli natoralnie lecz tylko w swoich stadach zresztą tak jak zresztą zmiennokształtni. lecz żeby komunikacja tutaj zadziałała musiałam popchnąć myśl moją do niego .
- i co ? zadowlony ?- spytałam zgryźliwie z jakiegoś powodu rozdrażniona. I mój powód właśnie przechylił lekko głowę w bok i wystawił język.
- bardzo. a teraz odpowiesz cz y mam błagać ?- a na dowód prawdziwości słów położył swoją bielutką głowkę na przednich łapach ze swoimi błyszczącymi oczyma.....ach te oczy..gdybym mogła..nie niemogłabyś i odpowiadaj- zganiłam sama siebie
-skoro chcesz- zaczęłam niechętnie.
-chce- odpowiedział wpatrując się uważnie w moją twarz.- a tak nawiasem to twoja przemiana była zachwycająca , nigdy nie widziałem przemiany zmiennokształtnych, ale to naprawde było coś pięknego- powiedział uśmiechając się.
- dziękuje- odparłam dziękując bogu że lamparty się nie rumienią. chociasz zauważyłam z nie pokojem iż coraz bardziej liczy się dla mnie jego opinia....choć znam go tylko około godzinę ? może półtorej.
- tylko to nie będzie krótka opowieść- ostrzegłam i zzmieniłam pozycję na leżącą - wygodniejszą :D
- nic nie szkodzi. mam czas- odpowiedział nadal się uśmiechając
-taaaaak? - odparłam - a podobno się gdzieś śpieszyłeś?- przypomniałam mu i się uśmiechnęłam
- niby tak ale to może poczekać :)
-tak? to co to takiego było ? - spytałam
-jutro zobaczysz- odpowiedział- a na razie to nie zmieniaj tematu bo czekam ....
-to sobie poczekasz - odpowiedziałam z uśmiechem. zauważając że w tej formie o wiele łatwiej mi się nim rozmawia. a był w niej taki piękny...Biała sierść, niebieskie oczy , figlarny uśmiech....ah...no dobra , weż się wgarść- powiedziałam sobie. nie czas na jakieś tam marzenia. masz tu coś to wyjawienia .
-no prosze- zrobił znów błagalną minę. i jak ona mogła się temu oprzeć . miał takiewielkie, lśniące oczka ....ahhhh.
-no dobrze , opowiadam....-odpowiedziałam z uśmiechem choć ta opowieść nigdy taka nie była i nie będzie
- no wreszcie- odparł i odwzajemnił uśmiech, lecz odpowiednio lekki i zachęcający.westchnęłam.
-zaczęło się od pewnego słonecznego dnia..........
ciąg dalszy nastąpi :D
wtorek, 18 października 2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
Rozdział drugi
Szliśmy krętymi uliczkami w stronę lasu. Tylko tam mogliśmy spokojnie porozmawiać, bez obawy, że ktoś nas podsłucha. Doszliśmy właśnie na jego skraj, gdy nowy zatrzymał się.
- Myślałem, że miałaś mnie oprowadzić po mieście.-powiedział z lekkim uśmiechem na ustach.
- Taaaaaa... ale jakbyś nie wiedział las też jest częścią miasta, tylko mniej zaludnioną.-odpowiedziałam i ruszyłam dalej, lecz on widocznie miał inne plany, bo nie ruszył się nawet o centymetr.- Idziesz czy nie?- spytałam już nieco pod denerwowana.
- Ale dlaczego tam idziemy? przecież na pewno są o wiele ciekawsze miejsca, niż to.- mówił z coraz większym zapałem.- Chyba, że chcesz mnie mieć tylko dla siebie.- drwiący uśmiech rozświetlił jego twarz ,a ręka przesunęła się wzdłuż mego ramienia. Odepchnęłam szybko jego dłoń i odsunęłam się kilka metrów z wściekłym wyrazem twarzy.
- Trzymaj swoje łapska, z daleka ode mnie, a skoro już o tym mowa, to może ty byś nie zauważył, ale pobliscy mieszkańcy z pewnością tak, jak przypadkowo tracę kontrolę w twojej obecności i zamieniam się na ich ulicy w zwierzę ! Więc łaskawie, rusz swój wielki tyłek i biegnij na polane do lasu, bo będzie z tobą kiepsko.- zagroziłam, a on tylko wzruszył ramionami i ruszył w las. Nie wątpiłam, że odnajdzie drogę, gdyż mój zapach jest dość świeży po ostatnim polowaniu. Zła za to, że po raz pierwszy od dłuższego czasu, dałam się wyprowadzić z równowagi, usiadłam i odczekałam chwile. Gdy poczułam, że mój oddech wyrównuje się, a złość opuszcza moje ciało, wyruszyłam za nim.
Wyczułam, że nie zawsze szedł trawną drogą, lecz zawsze zawracał i zmierzał w dobrym kierunku.
-Widzę, że udało ci się trawić- powiedziałam zza zasłony drzew. Nowy stał na środku polany, wyprostowany i tym razem, z poważnym wyrazem twarzy.
- Jakoś się udało, choć nie było to zbyt łatwe.-odpowiedział, krzywiąc się lekko.- Twój zapach jest w całym lesie, tylko nieznacznie świeższy w niektórych momentach.
- Jednak dobrze sobie poradziłeś- odpowiedziałam z uznaniem na twarzy i wyszłam na skraj polany
- Taaak....-odpowiedział lekko zmieszany, lecz zaraz na jego twarz wrócił drwiący uśmiech- To może zamiast owijać w bawełnę, przejdziesz do setna. Może i ty nie masz dużo zajęć, jednak ja chciałbym jeszcze zwiedzić okolicę przed jutrzejszym dniem.
- Jak chcesz. –odpowiedziałam ze znudzeniem i oparłam się o pobliskie drzewo-powiedz po prostu jak się nazywasz, po co tu jesteś kiedy wyjeżdżasz, i czemu nie przyszedłeś od razu do mnie.
- I to wszystko ?- zapytał z niedowierzaniem.
- Na razie.
- No dobra. Jak chcesz.. Ale muszę wymień po kolei czy nie jest to wymagane?- Zapytał siadając na trawie.
- Wkurzasz mnie specjalnie, czy masz taki charakter?- odpowiedziałam z rozdrażnieniem i odepchnęłam się od pnia powoli zmierzajac w jego kierunku.
- No już już mówie....nazywam się Feliks Raggios i mam zamiar w najbliższym czasie się tu uczyć.-odpowiedział
-tak? A ile masz zamiar to przybywać?-spytałam i usiadłam naprzeciwko niego.
- Nie wiem....Na razie nie mam co do tego planów- powiedział i popatrzył na mnie z zaciekawieniem. Widocznie ty wiesz kim jestem, ale ja nie wiem o tobie nic.
-ja, jak nie skapnąłeś się w klasie nazywam się Amanda Veloce, i mieszkam tutaj odkąd pamiętam. Mieszkam w domu z ojcem i chodzę do pobliskiej szkoły.- odpowiedziałam i wstałam.- coś jeszcze ?
-tak...czym jesteś?-powiedział i również zaczął się podnosić/
-ja? Jak to, nie wyczułeś mnie?-spytałam ze szczerym zdziwieniem-przecież jesteś wilkołakiem, a wy jak mniemam macie dobry węch.
-taaak, mamy. Niestety z niejasnych mi powodów nie mogę wyczuć w jakie zwierzę się zamieniasz.-odpowiedział
-dziwne. Musimy się chyba dowiedzieć czy tylko dla ciebie jestem niewyczuwalna, czy dla innych też.-powiedziałam i mrugnęłam do niego.- A na razie wiedz, że jestem niegrzeczną kotką.......Jestem lampartem...
czwartek, 9 czerwca 2011
Rozdział pierwszy
Na początku serdecznie wszystkich witam!
Jest to mój pierwszy blog i mam nadzieje, że spodoba się co poniektórym.
zapraszam :D
Do szkoły szłam szybkim krokiem. Nie mogłam biec po droga szła cały czas terenem zabudowanym, a mój bieg jest trochę zbyt szybki bym mogła go pokazywać bez obawy innym ludziom.
Jest to mój pierwszy blog i mam nadzieje, że spodoba się co poniektórym.
zapraszam :D
-Wreszcie wróciłaś- Usłyszałam od progu głos taty.- Czy ty nie mogłabyś w nocy spać, albo przynajmniej uczyć się?
-Tak naprawdę... -Zaczęłam -...,jakby spojrzeć pod odpowiednim kątem to się uczyłam, tylko inaczej niż byś tatku chciał.- Powiedziałam z uśmiechem na ustach. Tata nigdy nie lubił moich nocnych przechadzek, chociaż wiedział że nie może mi tego zabronić.
Tak naprawdę to martwił się jedynie o to, że jak zawsze będę w szkole pół przytomna i nie wyniosę z niej tego, co powinnam.
-Ty lepiej idź na górę i się umyj, bo do tej szkoły to już w ogóle nie zdążysz.- Odpowiedział i zabrał się z powrotem do śniadania.
Widząc to , zmarnowana poszłam na górę do łazienki. Rzeczywiście, najlepiej to ja nie wyglądałam. Wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic, związałam włosy w koński ogon , który poniekąd opadał mi już do połowy pleców i weszłam do pokoju .
Oczywiście trwał tam bałagan jak po tornadzie, bo szczerze mówiąc jaki nastolatek ma w swoim pokoju porządek?...no chyba stuknięty... Mimo chodem spojrzałam na zegarek... w pół do ósmej... chole*a...wzięłam pierwsze lepsze rurki i czarną bluzę.
Na ramie zarzuciłam torbę i już byłam na dole.
-A nie mówiłem - Usłyszałam jeszcze głos taty zanim zdążyły się za mną zamknąć drzwi.
Do szkoły szłam szybkim krokiem. Nie mogłam biec po droga szła cały czas terenem zabudowanym, a mój bieg jest trochę zbyt szybki bym mogła go pokazywać bez obawy innym ludziom.
Weszłam do szkoły równo z dzwonkiem. Pierwszą miałam historię ,więc zaczęłam iść w kierunku schodów. Zawsze trzymałam się z boku. ..więc co się dziwić? Nikt mnie prawie nie zauważał....weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce na końcu sali. Były tu, chyba jako jedyne w całej szkole- pojedyncze ławki, więc nie musiałam się nigdy przejmować, czy ktoś ze mną usiądzie, czy nie.
Wyjęłam książki oraz blok i zaczęłam się zastanawiać co w nim narysować...zawsze to lubiłam - tworzyć różne kształty , przerabiać rzeczywistość i bawić się światłem. Gdy tak rozmyślałam, poczułam nowy zapach, którego jeszcze nie potrafiłam bliżej zidentyfikować. Z pewnością był to ktoś nowy, bo tego zapachu jeszcze nie znałam, a można mi uwierzyć, znam się na nich...i to dobrze ...ale tego jakoś nie..... dostrzegłam go w tym samym czasie co on mnie. Nasze spojrzenia się spotkały.... i już wiedziałam że ten dzień nie będzie należał do zwyczajnych.... tak jak ja do normalnych nie należałam, a on..... do ludzi....
-A o to nasz nowy uczeń-rozległ się głos nauczycielki- przyjechał do nas z daleka i ma zamiar trochę tu zamieszkać, więc może znalazłaby się jakaś dobra duszyczka i oprowadziła go po szkole i mieście?- zapytała się i zlustrowała wszystkich swym mściwym wzrokiem. Nigdy nie należała do miłych osób. Zawsze lubiła dręczyć uczniów, gdyż uważała ich za coś gorszego od siebie. Wystarczyło powiedzieć choć słowo bez jej pozwolenia i już namierzała nową ofiarę. Jednakże na mnie nigdy nie miała haka, zawsze siedziałam cicho. Rysowania też nie mogła mi zarzucić, bo w jakiś cudowny sposób znałam odpowiedzi. Przejrzałam ją dawno temu. Robiła wszystko zgodnie z podręcznikiem a pytała się o najmniej istotne rzeczy, więc łatwo było się połapać, czego się nauczyć. Gdy tylko skończyła podniosła się chmara rąk. Nic dziwnego. Ten nowy był tajemnicą, nikt jeszcze o nim nic nie wiedział i każdy chciał być pierwszy. Poza tym był dość przystojny. Miał błękitne oczy, które świetnie współgrały z zaczesanymi do tyłu, czarnymi włosami. W dodatku widać było, że pod luźną koszulą ma niezłe mięśnie. Nic nadzwyczajnego u jego gatunku. Widząc tak dużą ilość chętnych postanowiła wreszcie się na mnie odegrać. Oczywiście moje obie ręce leżały spokojnie na ławce ale to jej nie przeszkadzało.
-no no no...to może panna Amanda veloce zaopiekuje się naszym nowym nabytkiem-powiedziała z uśmiechem na ustach. Co prawda byłam go ciekawa i musiałam z nim porozmawiać, ponieważ wkroczył na mój teren, to nie chciałam dać satysfakcji tej wrednej babie.
-ależ proszę panią- zaczęłam przesłodzonym głosem, wiedziałam że nic z tego dobrego nie wyniknie, ale miałam już jej serdecznie dość.- wokół jest tylu chętnych, ktoś taki jak ja nie zasługuje na taki zaszczyt.-skończyłam mrugając niewinnie. Czułam na sobie wzrok nowego i reszty klasy, ale nie przejmowałam się tym, czekałam na jej ruch...
-ależ panno veloce!-powiedziała drżącym od gniewu głosem. Nikt nigdy nie kwestionował jej zdania. Wszyscy się jej bali.-jak pani śmie podważać moje zdanie. Przydzieliłam panią i nie ma pani nic do powiedzenia w tej sprawie!- no to się nieźle wkurzyła...-pomyślałam...no to czas na finał.
-czyli mam oprowadzić nowego po szkole i pokazać mu miasto, tak?-upewniłam się.
-tak, myślę także, że powinna wybrać się pani do lekarza, bo jak widać coś z pani słuchem nie tak.-odpowiedziała z kpiarskim uśmiechem i odwróciła się do mnie plecami. Nowy nadal na mnie patrzył. Jednak teraz z lekkim zainteresowaniem i ciekawością wypisaną na twarzy., Bez namysłu zgarnęłam książki do torby i podeszłam do niego.
-mam ci pokazać miasto,więc choć, bo jeszcze coś przegapimy-powiedziałam z uśmiechem na ustach i wzięłam go pod ramię .wyszliśmy wcześniej niż zamurowana historyczka mogła na nas nakrzyczeć. Ruszyliśmy jakby nigdy nic w stronę wyjścia.
-no to czeka nas dość ciekawe popołudnie..... Musimy sobie sporo wyjaśnić...- powiedziałam, a mój śmiech wypełnił cały korytarz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)